niedziela, 22 września 2019

Boję się, że kiedyś stanie się coś...

Boję się, że kiedyś stanie się coś, po czym już do mnie nie wrócisz drugi raz.

Raz Ci się udało zniknąć.
Udało Ci się mnie zostawić,
Złamać mnie i zniszczyć moje marzenia.

Drugi raz może Ci nie wyjść.

Postarałam się o to, aby mieć ludzi, którzy przy mnie są.

Nie tak jak Ty.

Mam teraz przy sobie ludzi, na których naprawdę mogę liczyć.

Nie tak, jak na Ciebie.

Mówiłeś mi, że wieczorem będziesz.
Nie pojawiłeś się.

Zniknąłeś bez słowa.

Bez słowa pożegnania.

Kiedy w końcu udało mi się do Ciebie dodzwonić,
Usłyszałam tylko dźwięk, który powiadomił mnie o tym,
Że zakończyłeś naszą rozmowę.

Nigdy nie będziesz widział, jak się wtedy poczułam.

Rozkochana.
Zakochana.

Zostawiona sama sobie.

Mimo wszystko, czekałam na Ciebie.

Wróciłeś.

Wybaczyłam Ci.

Wróciliśmy do siebie ze łzami w oczach.

Potrafiłam zrozumieć wszystko.

Ale ucierpiała moja głowa.

Od tamtej pory nie umiem Ci zaufać.

Za każdym razem, kiedy spóźnisz się chociażby minutę,
Widzę przed oczami siebie, płaczącą, bo znowu mnie zostawiłeś.

Możesz mi obiecywać, że już zostaniesz,
Ale i tak całe życie będę się tego bała.

Że  z n o w u  zostanę sama.

Całkiem

Sama.

Proszę.

Wracaj za każdym razem.

Mimo wszystko :

Boję się, że kiedyś stanie się coś, po czym już do mnie nie wrócisz drugi raz.

niedziela, 8 września 2019

Kimkolwiek jesteś

Kimkolwiek jesteś

Kim jesteś?
Wysokim, szczupłym chłopakiem o dużych, pięknych, niebieskich oczach i długich, prostych, blond włosach?

Kim jesteś?
Jesteś zabawnym, rozgadanym i uśmiechniętym facetem?

Kim jesteś?
Tym, za kogo się podajesz?
Tym, kogo chcę przedstawić rodzinie?

Tym, z kim chcę się związać?
Tym, z kim chcę spędzić resztę życia?

Jedno mogę Ci obiecać!
Moje dłonie staną się blade.
Oczy wyzioną ducha, będą puste,
jak nigdy dotąd.
Moje ciało owieje chłód.
Policzki wklęsną.
Usta zrobią się sine.
I nigdy więcej nie zagości na nich uśmiech, a ich kąciki już na zawsze obrócą się ku dołowi.
Będziesz trzymał ciało rozkładających się zwłok w dłoniach.ęedziesz patrzył, jak umieram ze smutku.
Jak umieram z bólu i cierpienia, bo zaufałam osobie, której nie powinnam.
Po moim bladym jak ściana policzku poleci tylko jedna łza, którą będziesz chciał wytrzeć swą dłonią,
ale zabraknie Ci odwagi i siły, by choć trochę ją podnieść,
by choć na chwilę położyć ją na moim policzku i pogłaskać mnie po nim.
Nie będziesz mógł zrobić nic.
Pozostanie Ci jedynie patrzeć.

Jeżeli mnie okłamałeś.

Jeżeli mnie okłamałeś, nie zaufam już nikomu innemu. Nie będę miała odwagi już nikomu innemu spojrzeć w oczy.
Będę się bała, że zobaczę w nich to, czego od zawsze się bałam - miłość.

Miłość, to choroba, na którą codziennie umierają setki ludzi.
Reszta umiera na raka,
Ze starości,
W wypadku,
Poprzez samobójstwo.

To ostatnie jednak, jest najpiękniejsze,
Bo masz świadomość tego, co robisz.
Możesz nad tym zapanować.
Nad miłością, nie zapanujesz.

Nie dasz jej rady.

Jeżeli mnie okłamałeś.

Więc kimkolwiek jesteś, masz moje zaufanie.

Nie zmarnuj go.

Proszę.

Błagam ...

Kim jesteś?

Ptak

 Ptak

Jak wysoko może lecieć ptak?
Zapytasz zapewne - Jaki?
Odpowiem Ci, że jakikolwiek.
Pomyśl!
Jaki świat musi być piękny z góry, kiedy masz całkowitą kontrolę nad tym, gdzie polecisz.
    Kiedy jesteś na dole, dostrzegasz, jacy oni są duzi, a Ty jestes maleńki, bo jesteś dla nich  t y l k o  ptakiem.
Wystarczy jednak, że wzbijesz się w powietrze. Wzlecisz wyżej, i wyżej, i wyżej, i jeszcze wyżej.
I nagle to oni są mali. Nagle to oni zaczynają Cie zauważać i myśleć - ile sami byliby w stanie dać, żeby być wolnym, jak ptak.
Żeby po prostu pomachać skrzydłami. Nie martwić się, że staniesz w korku na środku miasta, że spóźnisz się do szkoły, pracy, czy do
biblioteki oddać książkę, bo tego dnia mija Ci termin posiadania jej.
    Jaki ptak musi się czuć wyzwolony!
Nie myśli o śmierci. O tym, kiedy przejdzie na emeryturę, czy jaką będzie mieć rentę.
Nie martwi się o nic, poza tym, czy znajdzie dla siebie pokarm.
    Nie chciałbyś tak? Być wolnym. Móc lecieć w środku nocy nad miastem, w którym mieszkasz.
Widzieć pijanych ludzi z góry, wracających do domów. Słyszeć szum przejeżdżającego samochodu, którym jedzie młody, niedoświadczony
kierowca, któremu zależy tylko na tym, aby zwrócić na siebie uwagę. Tylko kogo? Skoro nie ma tam nikogo, a pijani ludzie i tak nie
będą nic pamiętać. Może chcą się dowartościować?
    A Ty lecisz nawet niezauważony. Lecisz i nie czujesz zmartwień.
Lęków.
Szczęścia.
Radości.
Miłości.
Nie czujesz nic.
    Poza chłodnym powietrzem, owiewającym Cię, gdy wzbijasz się co raz, to wyżej.
Ponowię więc pytanie.
Jak wysoko może lecieć ptak?

Nagość

 Nagość

Nagie drzewo.
Jak nagie są moje myśli, kiedy siedzę o trzeciej w nocy na parapecie.
Patrzę w niebo, czasem zachmurzone, a czasem nagie.
Jak to drzewo.
Patrzę w gwiazdy i zastanawiam się, czy na pewno leżymy pod tym samym niebem.
Może w tym samym czasie również siedzisz, bo nie możesz spać, i patrzysz na to samo niebo?
Te same gwiazdy.
I zwierzasz się im.
Dziękujesz.
Błagasz o lepszy dzień kiedy upadasz.
Patrząc na te nagie niebo, przestaję momentami myśleć.
Przestaję czuć cokolwiek, a czasami przeciwnie - czuję za dużo.
Wiesz, jaki ból sprawia mi myślenie o Tobie?
O nas?
O nagim drzewie?
o nagim niebie?
O nagich nas?